Zanim padły pierwsze strzały na Westerplatte 1 września 1939 r. o godz. 4.45, zwiastujące wybuch drugiej wojny światowej, trwały już potyczki zbrojne w kilku miejscach na całej długości polsko-niemieckiej granicy państwowej. Ich pierwszymi ofiarami stali się polscy celnicy i kolejarze w Simmonsdorf (Szymankowie), wypełniający do ostatniej chwili swoją służbę

Pomnik Pomordowanych 01.09.1939 roku.

 

 

Największym dziedzictwem kulturalno - historycznym na skalę kraju są wartości niematerialne lecz pamięć pomordowanych. Pomnik ku ich czci znajduje się na skraju wsi w miejscu gdzie hitlerowscy oprawcy wraz z mieszkańcami narodowości niemieckiej złożyli ciała krwawo pomszczonych za bohaterską postawę polskich celników i kolejarzy wraz z ich rodzinami a wokół którego co rok obchodzone są uroczystości wybuchu II Wojny Światowej.

Geneza

Ziemie żuławskie kolejno należały do:

  • od ( w opracowaniu)  do 1772 - Królestwo Polskie
  • od 1772 do 1919 - Królestwo Prus
  • od 1920 do 1939 - Terytorium Wolnego Miasta Gdańsk
  • od 1939 do 1945 - Okręg Gdańsk-Prusy Wschodnie
  • od 1946 do 1975 - Województwo Gdańskie
  • od 1975 do 1998 - Województwo Elbląskie
  • od 1998              - Województwo Wschodnio-Pomorskie

 

 

 

 Do roku 1939  wioskę stanowiły 23 do 25 budynki mieszkalne, 2 majątki i jedno duże gospodarstwo rolne, które zamieszkiwał sołtys pan Paul Foth. W miejscowości znajdowały sie 2 szkoły (jedna niemiecka i jedna polska zbudowana w kwietniu 1934 roku), dworzec kolejowy zbudowany w roku 1857, mleczarnia, cesarski urząd pocztowy, 1 sklep z artykułami kolonialnymi 2 gospody oraz posterunek niemieckiej żandarmerii.

           

 

 

       Na skraju wsi stał wiatrak służący

       okolicznym mieszkańcom. Nigdy nie

       odnowiony po działaniach wojennych

       spłonął w 194? roku. W Simonsdorf

       mieszkało 120 polskich oraz

       niemieckich rodzin. Do wioski między

       kwietniem a październikiem przyjeżdżało

       od 150 do 160 robotników sezonowych.

Strategia niemców hitlerowskich

 

31 sierpnia 1939 roku zostanie zapowiedziany tranzytowy pociąg towarowy, po który przyjedzie do Marienburg (Malborka) polski parowóz. Załoga polskiego parowozu zostanie aresztowana, a pociąg w drogę powrotną poprowadzi przebrana w polskie mundury załoga niemiecka. W pociągu towarowym który będzie podążał w kierunku Tczewa jako pierwszy zostanie ukryta jednostka saperów, a za tym pociągiem będzie podążał pociąg pancerny. W chwili zbliżania się do mostów obu pociągów samoloty Luftwaffe miały dokonać bombardowania mostów, stacji i koszar w Tczewie. Saperzy wykorzystując atak lotniczy i spowodowane nim zamieszanie mieli dostać się na mosty i je rozminować. Równocześnie miano opanować obsadzone przez kolejarzy polskich stacje na terenie Wolnego Miasta Gdańska w Simmonsdorf (Szymankowie) i Liesau (Lisewie Malborskim).

Rozszerzenie

Wies Simonsdorf dzisiejsze Szymankowo położona na obszarze wyznaczonym na mocy Traktatu Wersalskiego jako Wolne Miasto Gdańsk i leżąca pomiędzy dwoma granicznymi miastami Tczewem i Marienburg (Malborkiem), z uwagi na umieszczenie bardzo ważnego węzłea kolejowego Berlin – Królewiec odegrała wielką rolę w historii pierwszych godzin II wojny światowej. „Korytarz Pomorski” stanowił dla Niemców ważny ciąg komunikacyjny pomiędzy Rzeszą i Prusami Wschodnimi. Od czasu powstania Wolnego Miasta Gdańska, i przekazania Polsce kontroli nad nim, był jednym z głównych przyczyn pogarszających się relacji między oboma państwami. Na jego terenie obowiązywały polskie taryfy celne. Mieszkańcy Wolnego Miasta Gdańska, otrzymali przywilej sprowadzania towarów bez cła na własny użytek. Wykorzystywali oni tą sytuację i nie oclony zakupiony towar odsprzedawali w głąb Polski. W ten sposób doszło do powstania, ogromnego przemytu, którego skutki ponosił polski skarb państwa. Do przeciwdziałania tej sytuacji, ograniczenia skali przemytu strona polska skierowała na teren Wolnego Miasta polskich inspektorów celnych, których zadaniem był właściwy nadzór nad pracą gdańskich funkcjonariuszy celnych, którzy byli narodowości niemieckiej i nie dbali o interes Polski. Inspektorzy celni kierowani na teren Wolnego Miasta Gdańska rekrutowali się z oficerów Straży Granicznej, formalnie podlegali oni Inspektoratowi Ceł, ale nieformalnie byli podporządkowani polskiemu wywiadowi.

 

 

 

Od samego początku inspektorzy spotkali się z niechęcią niemieckiej ludności, ponieważ ukrócili oni, uprawiany przez nich proceder. Tym samym pozbawili ich intratnego źródła dochodu. Im bliżej wojny atmosfera wrogości, jaka się wytworzyła pomiędzy inspektorami, a ludnością niemiecką się nasilała. W 1939r. sytuacja ta się zaostrzyła jeszcze bardziej ponieważ na teren Wolnego Miasta Niemcy zaczęli przemycać broń, zaostrzyły się też działania hitlerowskich bojówek. 20 maja 1939r. przed siedzibą polskiej placówki celnej, w sąsiednim Kalthof  która była punktem odprawy celnej komunikacji pasażerskiej w Kałdowie obecnie dzielnica Malborka po drugiej stronie rzeki Nogatu

 

(Okoliczne miejscowości były terenami wyłącznie rolniczymi, zamieszkałymi w przeważającej części przez Niemców. Nieliczni Polacy, którzy nie dali się zgermanizować, aby nie pracować u Niemców na roli, wraz z powstaniem Wolnego Miasta Gdańska stali się urzędnikami państwowymi Poczty Polskiej, czy też pracownikami dyrekcji PKP w Gdańsku, celnikami, lub zwykłymi kolejarzami. W urzędach tych mogli być zatrudnieni wyłącznie obywatele narodowości polskiej. Tak więc byli oni jedynymi reprezentantami polskiej władzy nie tylko w tej okolicy, lecz na terenie całego Wolnego Miasta Gdańska)

 

doszło do gwałtownych zajść, które odbiły się szerokim echem w prasie światowej. W trakcie zamieszek podpalono budynek polskich funkcjonariuszy, hitlerowcy dopuścili się też prowokacji, w trakcie zajść zabili jednego ze swych towarzyszy, zabójstwo zaś przypisali polskiemu inspektorowi. Sytuacja ta podgrzała jeszcze bardziej już i tak napiętą sytuację, odtąd podpalenia, obrzucanie obelgami, kamieniami, opluwanie, bezzasadne aresztowania i inne szykany stały się dniem powszednim polskich inspektorów.

 

 

Ważną rolę odgrywały też mosty tczewskie, polskie dowództwo przywiązywało do nich wielką wagę.W marcu 1939r. dowódca Armii Pomorze gen. Bortnowski nakazał je zaminować, chodziło o to, aby w porę je wysadzić i nie dopuścić do wkroczenia Niemców z tej strony do Polski oraz wyeliminować możliwość  przerzutu poprzez te mosty wojsk niemieckich z Rzeszy do Prus, co równałoby się silnym atakiem na Polskę od północy i oskrzydleniem polskich armii.

 

 

 

 

W związku z tym celnikom z Simonsdorf (Szymankowa) wydano rozkaz bacznego lustrowania torowiska ze strony Marienburg (Malborka) i informowania o wszystkich nietypowych zajściach saperów w Tczewie. Liczono się z możliwością przerwania łączności telefonicznej, w związku z tym inspektorów wyposażono w rakiety świetlne za pomocą których mieli oni ostrzec obsadę mostów o nadchodzącym niebezpieczeństwie. Dowództwo Wehrmachtu także zdawało sobie sprawę z militarnego znaczenia mostów tczewskich, w związku z tym opracowali oni plan ich zdobycia któremu nadali kryptonim „Dirschau”- był to element planu ”Fall Weiss”.

 

 

Mundur polskiego kolejarza
Mundur polskiego kolejarza

Aby zdobyć mosty hitlerowcy posunęli się do podstępu. Dzień wcześniej 31.08.39r. o godz.22.00 poprosili stację kolejową w Tczewie o przysłanie do Marienburg (Malborka) dwóch parowozów w celu przetransportowania wagonów z bydłem. Polscy kolejarze oba parowozy wraz z obsługą wysłali, aby nie podsycać napiętej sytuacji. W Malborku, Niemcy polskich kolejarzy aresztowali, zdjęli z nich mundury w które ubrali niemiecką drużynę parowozową.

 

 

1 września 1939 r. o godzinie 3.00 ze stacji Tczew wyruszył do Malborka (Marienburga) drugi parowóz TY 685 po odbiór turnusowego pociągu tranzytowego nr 965. Parowóz prowadzili maszyniści: Bazyli Sakowicz i pomocnik Brunon Grenz. Most na Wiśle był strzeżony, posterunki wojskowe wzmocnione. Na telefoniczny rozkaz dyżurującego na dworcu tczewskim,

por. Antoniego Lebiedzia, polscy żołnierze z 2 Batalionu Strzelców otworzyli bramy i TY 685 wjechał na terytorium WM Gdańska. Minął położone tuż za Wisłą Liessau (Lisewo), Simonsdorf (Szymankowo) i dotarł do Kalthoff (Kałdowa). Na semaforze przed stacją maszynista dostrzegł czerwone światło, zatrzymał parowóz około 100 metrów przed semaforem..

 

.

O godz.4.00 pociąg nr 963 z niemieckimi kolejarzami w polskich mundurach i ukrytą w wagonach zamiast bydła, specjalną jednostką Wehrmachtu oraz 1 kompanią 41 batalionu saperów ruszył w kierunku Tczewa z zamiarem opanowania mostów. Rozpoczęła się operacja „Dirschau”. Około godz. 4.15 z jego wagonów padają pierwsze strzały w kierunku  atakowanego przez lokalne jednostki  tymczasowego posterunku inspektorów celnych w Kałdowie. Pięć minut później o godz. 4.20 pociąg dociera do stacji w Simonsdorf (Szymankowie). W tym czasie dobiega końca pacyfikacja budynku dworca przez miejscowych hitlerowskich bojówkarzy. Jeden z inspektorów celnych Ignacy Wasielewski, nim dosięgły go kule ok. 4.30 wystrzelił czerwoną racę - ustalony sygnał ostrzegawczy. Wystrzelona rakieta została dostrzeżona przez zawiadowcę stacji w Szymankowie Pawła Szczecińskiego, który niezwłocznie udał się na nastawnię, aby skierować wjeżdżający pociąg na boczny tor. Polscy kolejarze (na terenie Wolnego Miasta Gdańska koleje podlegały Polsce) skierowali pociąg pancerny nr 3 na boczny tor zakończony kozłem odbojowym. W ten sposób opóźnili przybycie Panzerzuga na miejsce walki i wsparcie walczącej piechoty. Pociąg ten przybył do Liessau (Lisewa Malborskiego) już w trakcie walki. Dzięki temu saperzy mieli wystarczająco dużo czasu do przygotowania mostów do wysadzenia.

 

 

 

 

Była to poważna i pierwsza za razem porażka hitlerowców. Generał von Vormann pisał później:

Wysadzenie mostów tczewskich spowodowało bolesną stratę czasu na niekorzyść zamierzonego przegrupowania Grupy Armii ,,Północ" w kierunku ważnego skrzydła wschodniego.

 

 Kiedy mosty w Tczewie wyleciały w powietrze w odwecie za niepowodzenie tej operacji, grupa członków NSDAP w Simonsdorf (Szymankowie) urządziła na Polaków "polowanie" Tego ranka zamordowano 21 Polaków, były to pierwsze ofiary II wojny wiatowej. Wieczorem niemieccy kolejarze wraz z mieszkańcami narodowości niemieckiej  zakopali zwłoki pomordowanych na skraju wsi, na mogile postawili tablicę z napisem „tu leży polska mniejszość narodowa”. Na grobie Polaków urządzili też śmietnik. W 1947r. odbyła się ekshumacja i ciała pomordowanych przeniesiono na Cmentarz Bohaterów na gdańskiej Zaspie.   

 

 

 Wydarzenie to, w powojennych opracowaniach historycznych nie było tak akcentowane jak to czyniono w przypadku wielu  innych bitew pierwszych dni września ’39 roku. Pomijanie obrony mostów w Tczewie, przy równoczesnym sławieniu innych wydarzeń i nadaniu im symbolicznego znaczenia w historii, z czasem stały się krzywdzące dla załogi ich broniącej oraz innych osób, które życiem przypłaciły niewątpliwie najistotniejszy i co ważne zwieńczony zwycięstwem akt pierwszego dnia wojny.  

  

 C.D.N.

 

 

             Opracowano na podstawie materialow:

 

  • Rolf Michaeli „SS Heimwehr Danzig” Wydawnictwo Militaria nr 195
  • Leszek Muszczyński „Aktion Zug”
  • „W Szymankowie rozpoczęła się II wojna światowa” Michał Skrzypczak